www.pasterzeforum.pl » ADOPCJE  » VADEMECUM ADOPCJI
 » Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


© 2017 Fundacja Pasterze. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu

Autor Wątek: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]  (Przeczytany 8166 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline ElzaMilicz

  • Pasterz
  • *****
  • Wiadomości: 7774
  • Veritas odium parit.
Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« dnia: Luty 08, 2011, 14:23:14 pm »
07.12 2009 r. na moim macierzystym forum napisałam:

"Czytając wypowiedzi niektórych forumowiczów odnoszę wrażenie, że ADOPCJA jest wg nich sprawą mało istotną z punku widzenia dobra rasy, że to takie nieszkodliwe hobby niespełnionych życiowo, emocjonalnie rozhisteryzowanych jednostek.

Proszę jednak o chwilę uwagi i popatrzenie na sprawę adopcji właśnie z punku widzenia ? Dobro Rasy.

Adopcja jednego psa ? to nie jest zmiana w życiu tego jednego psa, choć to jest głównym motywem działania grupy adopcyjnej.
Dobrze przeprowadzona adopcja (bo źle przeprowadzone nie są rzadkością) pociąga za sobą szereg nowych faktów:

- tłumacząc, co to jest ?pseudo-hodowla? generuje się kolejnych sprzymierzeńców w walce na rzecz r=r ( podkreślając znaczenie metryki obalamy powszechny mit o tym, że papier nie jest potrzebny)

- powoduje wzrost świadomości w ludziach (r=r), którzy zamiast kupować na bazarach psy od pseudo-hodowców, kupią psa z metryką lub adoptują (a także ich znajomi, krewni)

- zyskuje się kolejnych sprzymierzeńców w walce z bezdomnością zwierząt ? poprzez propagowanie kastracji oraz utrwalanie wiedzy, że pies podobny do rasy to nie jest pies hodowlany

Adopcja ? to przede wszystkim praca na rzecz zmiany sposobu myślenia społeczeństwa.
Nauka miłości i szacunku do zwierząt a poniekąd także do ludzi.

Zanim pies trafi do nowego domu jego przyszli właściciele dowiadują się od nas wszystkiego o rasie i o tym, jak można wzajemnie koegzystować przynosząc sobie radość. Dotyczy to obu stron ? i psa i człowieka.


I proszę także o wzięcie pod uwagę, że osoby zajmujące się świadomą adopcją to nie są samotne, niedowartościowane istoty.

To osoby ciężko pracujące dla dobra rasy i ogólnie dla dobra zwierząt.

Adopcji nie załatwia się pisząc maile.
To praca ? ciężka i czasochłonna.
To czas poświęcony na rozmowy uświadamiające. Czas na kontrole przed i po adopcyjne. To czas na leczenie, socjalizację i przystosowanie psa do życia w rodzinie.
I jest to na ogół czas kradziony ? własnej rodzinie, własnym zwierzętom. Czas, który mógłby być użyty na pracę zawodową i łączące się z tym korzyści materialne.
I skoro o tym mowa ? to prócz czasu to także właśnie straty materialne:
Np. w czasie transportów, których najczęściej nie można zaplanować z góry.
-ktoś musi opiekować się naszymi dziećmi (niejednokrotnie dłużej niż 10 godzin)
-ktoś musi zostać po godzinach w pracy (za które należą się gratyfikacje) lub przyjść na stanowisko w dzień wolny od pracy


Adopcja to przede wszystkim edukacja!!!
Poprzez tych, którzy już adoptowali psa a także tych, którzy kiedyś w przyszłości zechcą psa nabyć. To spotkania z młodzieżą, prelekcje, pokazy posłuszeństwa, itp. z udziałem psów rasowych (r=r), lub psów ?adopcyjnych?. To co młodzi ludzie zobaczą na takich spotkaniach zaprocentuje w przyszłości!

Czy za pomocą internetu można wychować sobie następne, lepsze pokolenie?

Wiadomości z Portalu dotrą tylko do tych, którzy zechcą ich szukać.
Wspominany tu na każdym kroku Katalog na pewno jest potrzebny, ale ten zbiór przyda się ludziom świadomym.
Jaki procent społeczeństwa spełni to kryterium?

Każdy niech działa jak umie i powstrzyma się zanim rozpocznie burzę."

...zło jest banalne, dobro niepojęte;  bez wiary przewracamy się o źdźbło trawy, z wiarą przenosimy góry...
Nara* Tina* Szila* Meda* Aza Jaga

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline Kasia i Piotrek

  • Wolontariusz
  • *****
  • Wiadomości: 1023
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 14, 2011, 19:46:48 pm »
Dla nas adopcja okazała się najlepszym rozwiązaniem. Chcieliśmy mieć psa i rozważaliśmy przygarnięcie ze schroniska, ale nikt nie potrafił udzielić nam odpowiedzi odnośnie zachowań konkretnego psa i jego charakteru.
Dom z trzema kotami, z czego jeden bardzo "specyficzny" + czteromiesięczny niemowlak, i obawa czy uda nam się przygarnąć psa, który się w naszym domu odnajdzie.
Bardzo się cieszę, że trafiliśmy na Fundację. Dora jest wspaniałym członkiem rodziny, tak bardzo z nami zgrana, jakby była z nami od szczeniaka.
Dla dziecka jest wspaniałą opiekunką, natomiast koty rozszyfrowała błyskawicznie... wie którego unikać, a z którym może się bawić.

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline Ani@

  • Przyjaciel Fundacji
  • ***
  • Wiadomości: 5807
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 16, 2011, 11:46:13 am »
Wiedziałam, że mój kolejny pies będzie psem kupionym w hodowli lub adoptowanym.
Po wielu psich historiach, które przeplatały się z moim życiem innej drogi nie było.

Jako fanka Owczarków Podhalańskich wiedziałam jaka to będzie rasa  :naughty:

Przede wszystkim zależało mi na charakterze psa. Stabilność psychiki była priorytetem.
Dlaczego? Ponieważ prowadzę Dom Tymczasowy i zależało mi na psim przewodniku stada.

Adopcja psa to więcej niż tylko nabycie go.
Do adopcji się dojrzewa niczym jabłko na drzewie.
Na początku jest zielone nic nie wie o świecie bezdomności. Potem gdzieś ociera się o informacje i nabiera powoli czerwonego koloru. Kołysze nim wiatr niepewności i rozterek: " Czy dam radę? Czy pies będzie taki jak marzyłam?"
Po czym spada dojrzałe w dół :naughty: i..... zauroczone chce psa natychmiast.

Wiem jednak, że warto zaczekać na swojego psa. Wspaniałą sprawą są Domy Tymczasowe. To skarbnice wiedzy o danym psie i psach w ogóle.

Deę wypatrzyła w schronisku Julian  :kiss: a Camara opiekowała się małą i powiedziała, że to pies na którego czekam.
Ważne było dla mnie to, że w tej adopcji nie czułam się sama. Wiedziałam, że wokół są osoby, które zawsze doradzą i pomogą.


Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

basso_077

  • Gość
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 18, 2011, 22:13:49 pm »
Temat poruszony w tym wątku nie jest wcale taki prosty jak to się może z pozoru wydawać. Jakkolwiek jest bardzo ciekawy, tak zanim się coś napisze należy dogłębnie go przemyśleć. Nie przesadzę chyba stwierdzeniem, że godny byłby nawet zaistnieć w wykazie rozprawek maturalnych.
Zanim ustosunkuję się do wypowiedzi Elzy chciałabym napisać kilka zdań o tym jak adopcja bliźniaków wpłynęła, a właściwie przewróciła do góry nogami moje życie i to na kilku płaszczyznach.
W pierwszym poście galerii moich bliźniaków pisałam już co nieco o swoich wieloletnich kontaktach z psami. Było ich trochę, ale prawdziwą rewolucją w sposobie mojego myślenia i zachowania było pojawienie się w domu najpierw Soni, a później Gorana.
Wcześniejsze moje czworonogi,  aż wstyd się teraz do tego przyznać, były w domu, bo ?. ja i moja rodzina lubiliśmy zwierzęta. Z perspektywy czasu mam teraz duże wątpliwości czy rzeczywiście je lubiliśmy. Uważałam, że jak miały ciepły dom, jak nie cierpiały głodu, to wszystko było ok. Teraz dopiero wiem, że były jednak niejako futrzanym i ciepłym ?dodatkiem? do codzienności. Gdy miałam czas (czyt. gdy mi się chciało), to się nimi zajmowałam ? uczyłam podstawowych zachowań, bawiłam się  z nimi, chodziłam na spacery.
Sonia i Goran stały się od razu członkami rodziny na zupełnie innych prawach niż poprzednie psiaki. Nie znaczy to wcale, że wszystko im wolno. Owszem, zwariowałam na ich punkcie, ale równolegle do stale rosnącej między nami więzi poszerzam swoją wiedzę o psach i o ich wychowaniu. Jako pierwszą ?połknęłam? polecaną na naszym forum książkę ?Sygnały uspokajające?. Najbardziej jednak przydatną okazała się dla mnie pozycja napisana przez Cesara Millana ?Zaklinacz psów?. To ona zmieniła relacje: ja <-> bliźniaki. Myślę, że teraz dopiero w pełni świadomie mogę powiedzieć, że kocham psy. Kocham, bo ?. nie są już ?dodatkiem?, a bardzo ważną częścią codzienności. Wspaniałej, radosnej i żywej codzienności.
Bliźniaki z racji swoich wcześniejszych przejść wymagają szczególnego podejścia. Dlatego też wymuszają na mnie, na nierzadko wybuchowej temperamentnej choleryczce, opanowanie i spokój. Przedkłada się to znacząco również na sferę pracy zawodowej. Powoli, konsekwentnie i z opanowaniem ? to ostatnimi czasy moja dewiza.
Pojawienie się psów w domu, a w szczególności świadome ich prowadzenie, to wiele zmian w dziedzinie zdrowia ? codzienny, dwugodzinny poranny ruch na świeżym powietrzu oraz rzucenie palenia papierosów na rzecz pełnowartościowego wyżywienia bliźniaków. To również znalezienie równowagi psychicznej, to radość z ?dawania siebie? oraz codziennego obserwowania ?nowości? w ich wyglądzie i zachowaniu. Sonia pomimo  wcześniejszego niefortunnego losu trafiła do ciepłego i kochającego DT już jako 3-miesięczny szczeniak więc gdy do mnie przyjechała była właściwie normalnym psem nie tylko z piękną i błyszczącą sierścią, ale z szerokim uśmiechem. Owszem, miała i nadal ma jakieś swoje lęki, ale to Goran bardziej zaskakuje mnie codziennie czymś nowym, subtelną metamorfozą. Gdy go poznałam u Ani@, 16 kwietnia br., odniosłam wrażenie, że jest mu wszystko jedno czy zostanie u Niej czy pojedzie ze mną, uszy miał zwieszone po sobie, oczy przymknięte. Nie wykazał wówczas właściwie (a może to ja tylko ich nie zauważyłam) żadnych negatywnych ani pozytywnych emocji (nie licząc harców z Deą na spacerku). Teraz oczywiście jest już inaczej, ale musiało minąć kilka miesięcy żeby uwierzył w powroty do tego samego domu, we własną miskę? oczy się powiększyły, a uszy uniosły. Dopiero teraz widać, że z natury ma sierść ? podkręconą i gęstą.
Czy tyle samo radości dałyby mi psy z ?papierami?? Możliwe, że tak, ale ja pomimo tego co napisała Elza (podkreślając znaczenie metryki obalamy powszechny mit o tym, że papier nie jest potrzebny), nie uważam, żeby metryka była aż tak istotna. Bliźniaki są wspaniałe i kochane nawet bez nich. Od razu spieszę z informacją, że nawet gdyby Sonia i Goran nie byli wysterylizowani nie zdecydowałabym się na potomstwo, właśnie z racji niewiadomych ich genów. Oni są tylko w typie BPP.
 Metryka jest istotna w hodowlach dla zachowania czystości rasy. Rasy wyprowadzanej przez wiele lat w celu wyeliminowania cech niepożądanych u osobników kolejnych pokoleń. Wiadomo, że pseudo hodowle niweczą te starania ?wypuszczając? w świat psy ?w typie rasy? często okaleczone genetycznie. No i w tym momencie wszystkie adopcje działają jak ?czyściki? rasy. Oczywiście mam na myśli adopcje mądre, poprzedzone wcześniejszą sterylizacją i odpowiednim uświadomieniem przyszłych opiekunów.
Poprzez systematyczne czytanie przeróżnych wątków na forum i śledzenie losów wszystkich psich bid zaraziłam się tematem pracy Domów Tymczasowych. Nawet w wakacje miałam okazję sprawdzić swoje możliwości w tej dziedzinie. Koda, moja podopieczna, okazała się sunią zupełnie bezproblemową, ale za to bardzo łaknącą tego, czego dać jej nie mogłam ? nieograniczonych pieszczot i miłości. Pobyt jej u mnie należało traktować raczej jako przystanek w oczekiwaniu na swój docelowy dom. Po dwóch wspólnie spędzonych tygodniach Koda zamieszkała w pięknych okolicach Warszawy.
Niewykluczone, że za jakiś czas, zarażona chęcią dawania siebie, zamienię swój dom na DT. Bardzo bym chciała, aby tak się stało.
Nie wiem jak inni adoptujący psy, ale ja od początku z dumą opowiadałam znajomym o swoich bliźniakach. Radowało się moje serce gdy mówiłam o fundacji, o pracujących w niej ludziach z ogromnymi sercami. Wielu znajomych, podobnie jak ja wcześniej, pierwszy raz słyszało ode mnie o jakichkolwiek DT, o adopcjach obwarowanych umowami, o zbiórkach pieniędzy na ratowanie i leczenie psów. Wiadomość o moim adoptowanym dwupaczku obiegła prawie pół miasta. Zdarzyło się nawet dwa razy, że ludzie dzwonili do mnie gdy zauważyli na mieście biegającego luzem berneńczyka z zapytaniem czy mi pies nie zaginął, czy mogłabym się zaopiekować.
Myślę, że można zmienić świadomość ludzi dotyczącą adopcji zwierząt. Na pewno wymagać to będzie jeszcze bardzo dużo wysiłku i czasu, ale jest to do zrobienia.

A teraz  :th_0girl_witch:   bliźniaki za mną !!!
poprawiłam literówki (pewnie jeszcze nie wszystkie)
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2011, 12:53:29 pm wysłana przez basso_077 »

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

wiki1710

  • Gość
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 18, 2011, 23:00:58 pm »
Basso.... :heartbeat:

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline Camara

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 4034
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 21, 2011, 10:31:20 am »
basso - powiedziałaś to pięknie i dojrzale  :heartbeat:

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

basso_077

  • Gość
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 21, 2011, 18:08:55 pm »
dziękuję

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline AgaP

  • Wolontariusz
  • *****
  • Wiadomości: 937
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #7 dnia: Luty 27, 2012, 18:19:49 pm »
Adopcja naszych dwóch kochanych dziewczynek, Kiary i Gamy, to wspaniałe wydarzenia, jakie było dane nam przeżyć. Nasz dwupaczek przewrócił do góry nogami życie całej naszej kocio-ludzkiej rodziny. Początki dla naszych kotków były trudne, nieraz miałam łzy w oczach i wyrzuty sumienia, że zafundowałam im taki stres (ucieczki w panice na drzewo, strach przed wejściem do domu i smutne miałczenie w deszczu). Teraz, kiedy cała rodzina jest już zgrana (no prawie, Kićka ma przebłyski i czasem jeszcze ucieka w panice), zastanawiam się, jak mogliśmy tak długo żyć bez psów. 14 lat żyliśmy w przekonaniu, że nie chcemy mieć psa, bo nasze biedne koty... Teraz widzę, że dużo straciliśmy. Nasze kochane zwierzaczki dają nam tyle radości wszystkie razem. Gdy patrzę jak Kropka (najmilsza kotka jaką znam) czyści fafle Gamie i się do niej przytula to łza się w oku kręci.
Dzięki MKarmel trafiliśmy na strony naszej Fundacji. Wystarczyło jedno spojrzenie na zdjęcia umieszczone na naszym Forum i wiadomo było, że to miłość od pierwszego wejrzenia.
Dzięki Wam poznaliśmy rasę BPP, pogłębiliśmy naszą niewielką wiedzę o zachowaniu psów, o ich zwyczajach i mowie ciała. Wasze rady, wskazówki udzielane na forum i przez telefon pozwoliły przetrwać ciężkie chwile.
Teraz cieszy nas każdy dzień spędzony z naszymi pociechami, wspólne spacery, spotkania w większym gronie sympatyków naszych małych psijaciół. Nawet urlop w towarzystwie berneńczyków jest bardziej wyczekiwany niż zazwyczaj.  :grin:
Dzięki wydarzeniom z ostatnich pięciu miesięcy wiemy, że nigdy nie kupimy psa z pseudohodowli. Myśleliśmy, tak jak wielu naszych znajomych, po co nam papier. Ostatnio Giordino i ja rozmawialiśmy z moją siostrą. "Po co wam papier, bez papierka ratujecie jakąś biedę". Ale gdy wyjaśniliśmy, że kupno psa z dobrej hodowli, na którego trzeba uzbierać sporo pieniędzy daje nam większe szanse, że nasza pociecha będzie żyła z nami dużo dłużej, nie będzie obciążona chorobami, bólem i będzie mogła cieszyć się życiem, a nie spędzać sporo czasu w lecznicy, przechodzić operacje i rehabilitacje, to dopiero zrozumiała, o co  w tym wszystkim chodzi.
Kochamy nasz dwupaczek, cieszy nas każdy krok do przodu, zwłaszcza u Gamutka, bo Kiara to taki rozpuszczony do granic możliwości 4-letni dzieciak, który nie ma już żadnych hamulców. Gama potrzebuje więcej ciepła, cierpliwości, żeby się przekonać, że człowiek ją bardzo kocha. Każdy kolejny dzień naszych starań przynosi efekty. Oby nasze pociechy były z nami jak najdłużej.  :heartbeat:
Dzięki, że nas wpieracie. Dzięki Waszej ciężkiej pracy z dnia na dzień przybywa ludzi, którzy pojmują, co to znaczy kochać czterołapy  :wub: :heartbeat:
Nasi idealni towarzysze zawsze mają cztery łapy -  Colette
Kiara, Gama (*), Eris, Kićka (*), Kropka, Tropik

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline wadera

  • Aktywny Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 531
  • Płeć: Kobieta
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 20, 2012, 14:24:50 pm »
Kiedy odszedł Ramzes nie chcieliśmy słyszeć o nowym psie. Był członkiem naszej rodziny. Nie chcieliśmy psa w "zastępstwo". Z upływem czasu coraz bardziej odczuwaliśmy jego brak. Do tego po długiej zimie w końcu nastała wiosna, czas na długie spacery. Sami na spacer, hmmm może lepiej do kina......Przełom - w naszym domu musi być pies! W naszym przypadku szczeniak nie wchodził w grę. Oboje pracujemy, dzieci szkoła, przedszkole, a jednak szczeniak potrzebuje opieki, czasu, nauki, wychowania - odpada! Poszukiwania rozpoczęliśmy od schronisk. Oczywiście są przepełnione ale przecież nie chcemy kundla  :th_laie_59:. Grześ bardzo chciał owczarka niemieckiego; Ramzes był owczarkiem niemieckim: mądry, zrównoważony, opiekuńczy dla dzieci. Ja z kolei byłam temu przeciwna. Wydawało mi się, ze kolejny owczarek ciągle przypominałby mi o moim psie, którego już nie ma  :'(. No dobra w ostateczności może być to owczarek ale tylko taki, którego ktoś chce oddać lub jest w schronisku itp. Poszukiwania trwały i nic. Któregoś dnia znalazłam ogłoszenie dotyczące Huskiego. Tak bardzo wzruszyła mnie jego krótka historia, że bez zastanowienia zadzwoniłam pod podany numer. Pies był do adopcji, a dodzwoniłam się do Fundacji zajmującej się Huskimi. Bardzo miła Pani bardzo szybko uświadomiła mi, ze nie jest to rasa dla nas, a szukając czworo nożnego towarzysza życia należy skoncentrować się na rasie - dobrać rasę i charakter psa do własnego. Wysłała nam wprawdzie jeszcze ankietę, po której wypełnieniu byłam przekonana, że nie jest to rasa dla nas. Pani z Fundacji zadzwoniła jeszcze do mnie i poinformowała, że w Polsce działa wiele fundacji zajmujących się adopcjami, a po rozmowie ze mną sugeruje zapoznanie się z rasami pasterskimi.
Z BPP mieliśmy kiedyś do czynienia, gdyż Grzesia kolega miał cudowną sukę Amandę. Często towarzyszyła nam w różnego typu wyprawach. Rozpoczęliśmy więc poszukiwania BPP. Pierwsze ogłoszenia, jakie znaleźliśmy dotyczyło Czesia. Zadzwoniliśmy pod podany numer telefonu ale okazało się, że Czesio jest już wyadoptowany  :'(. Tak trafiliśmy do Fundacji Pasterze. Nie szukaliśmy już nigdzie indziej. Czekaliśmy tylko na tego właściwego psa dla nas. Niestety był to okres przedświąteczny. Każdy zabiegany. W Fundacji sporo bid pod opieką. My na końcu świata, więc ciężko zaplanować wizytę przed adopcyjną. Czekaliśmy długo. Dni jak nigdy wlekły się niemiłosiernie. Grześ dzwonił, ja pisałam maile. W momencie, gdy byliśmy gotowi już zrezygnować z adopcji berneńczyka otrzymaliśmy wiadomość, że Czesiek jest do adopcji. Zdziwienie, zaskoczenie, szok!! Przecież ktoś go wziął co jest grane?! Rozmowa z Camarą   mniej więcej brzmiała tak: "jeśli nadal jesteście zainteresowani to Czesio jest do adopcji, przebywa w Szczecinie..." Pamiętam ten dzień jak dziś. W pięć minut byłam gotowa do drogi po Czesława; wybiegłam z pracy, zatankowałam auto i pojechałam do domu z pytaniem jedziemy (450 km)?! Na spokojnie Grześ wytłumaczył mi, że musimy zaczekać na wizytę, po której dopiero zapadnie decyzja czy dostaniemy Cześka, ze umówił się za około 2 tygodnie. Później telefony do Agi, która ciągle opowiadała o tym, że Czesio jest żywym psem, że bardzo się nakręca i wtedy trudno jest nad nim zapanować, że próbuje rządzić, nie uznaje kobiet, że wrócił tak naprawdę nie wiedzieć czemu z adopcji. Dużo tego było ale co tam, chcieliśmy żeby ten wariat był już z nami. Znowu czas oczekiwania...... :<. Dni wlekły się jeszcze bardziej ale w końcu nastał ten dzień, dzień spotkania. Po przyjeździe do Sulistrowic pierwszy przywitał się z nami Czesio :tease:. Spotkanie z dziewczynami, a raczej przesłuchanie było bardzo stresujące. Siedziałam jak w sądzie, odpowiadałam na zadawane pytania i czekałam na wyrok :th_escapejar2:. Później wizyta u nas. Kolejny milion pytań. Ponadto mnóstwo nowej wiedzy i nazewnictwa. Co ja z tego zapamiętam... hmmm. Najgorsze było to, że ciągle nie wiedziałam czy on z nami zostanie. Teraz już sama nie wiem kto denerwował się bardziej, ja czy Grześ. Na koniec Aga powiedziała do Czesława: "Zostajesz" :backflip:Aga nam powiedziała, że przez pierwsze trzy dni będzie taki jeszcze nie on, aklimatyzacja i w ogóle, ale później się rozkręci. A misiek grzeczny, ufny, pokazywał brzuszek, tulił się, słuchał, kochał od samego początku. My jednak czekaliśmy...ciągle czekaliśmy na to coś, coś przez które był oddawany, na ukrytą wadę. Nic się nie działo więc dzwonimy do Agi i opowiadamy, że czekamy, a tu nic :lmao:
Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest częścią naszej rodziny. Nie można go nie kochać. Zna swoje miejsce i wie kiedy i na co może sobie pozwolić. Jestem tylko troszkę zazdrosna, gdyż Czesio to pańcia psiak  :chytry:. To na jego powrót czeka każdego wieczoru, siedząc na schodach przed domem, wpatrzony w bramę wjazdową. Mimo wszystko całej rodzinie dostarcza wielu chwil radości  :emotbern:. Jest jeszcze Klara - temat odrębny, decyzja bardzo szybka i bez zbędnych komplikacji. Jednym słowem cudowny dwupak, dzięki któremu w domu jest weselej  :th_0girl_dance:.
Adopcja wiele wniosła do naszego życia. Bardzo sobie cenimy kontakt z Fundacją. Mamy we wszystkich ogromne wsparcie. Elza na początku nam powiedziała, że możemy dzwonić o każdej porze dnia i nocy jeśli coś by się działo. Rzecz jasna nie dzwonimy ale wiemy, że możemy :tease:. Nie dość, że powiększyła nam się rodzina to jeszcze grono przyjaciół - za co serdecznie dziękujemy :heartbeat: :heartbeat: :heartbeat:
« Ostatnia zmiana: Sierpień 20, 2012, 18:38:08 pm wysłana przez wadera »
Ewelina, Grześ, Jakub i Marcel

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline reneczek4

  • Wolontariusz
  • *****
  • Wiadomości: 1236
  • Płeć: Kobieta
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 20, 2012, 15:17:13 pm »
Wzruszyłam się  :heartbeat:
Renia i Kika :)

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

madziarsl

  • Gość
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 20, 2012, 16:43:48 pm »
Uśmiech sam się ciśnie na usta, jak się czyta taką piękną historię z happy endem :)

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline Aga

  • Pasterz
  • *****
  • Wiadomości: 2435
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 06, 2012, 08:43:31 am »
Mam łzy w oczach...
Tak długo z Czesiem was szukaliśmy  :heartbeat: :heartbeat: :heartbeat:

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline Kitek

  • Wolontariusz
  • *****
  • Wiadomości: 1472
  • Płeć: Kobieta
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 06, 2012, 11:32:49 am »
Wadera  :wub: :heartbeat: 
Ktoś mądry kiedyś powiedział "Szukajcie, a znajdziecie..."   ;) :friends: :terefere:
Justyna z D`Arcy Oszołomem, Panną Dorinn i Szafirrem ;)

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline korba

  • Nowy Użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 202
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #13 dnia: Marzec 03, 2013, 23:02:02 pm »
Długo bałam się podnieść słuchawkę i zadzwonić do Fundacji, której stronę śledziłam już dłuższy czas. Irraconalnie obawiałam się, ze Panie Prezes stwierdzą że się nie nadaję na opiekuna berna. Przekonał mnie jakiś wpis o tym, że Elza to nie czarownica :giggle: i nie zjada przez telefon, co potwierdzam  :cheesy: Kiedy trafiła do nas Malta zaczeliśmy znajomość fatalnie, nie zdążyliśmy przekroczyć progu domu kiedy Malta wysmyknęła się z obroży i uciekła. Ja biegłam za nią pokonując rekord świata, jednocześnie dzwoniąc do męża żeby leciał za nami a dzieciaki wrzucił gdzieś w kojec,żeby chociaż one się nie pogubiły. Malta biegła przed siebie jak dzikie zranione zwierze, na oślep, przez dość ruchliwą ulicę. Zatrzymała się na polance i dość powiedzieć że nadal nie wiem jakim cudem udało nam się ją wtedy złapać ale nogi trzęsły mi się do następnego dnia. Wieczorem z okropnymi wyrzutami sumienia, zastanawiałam się czy dam radę, czy ja umiem postępować z psem po przejściach, czy nie narobię mu więcej krzywdy nieodpowiednim postępowaniem. Przepłakałam noc, czułam się jak po przyjściu do domu z noworodkiem ze szpitala, niby wiem jak się ni zajmować ale jest taki kruchy i bezbronny, a we mnie tyle emocji, odpowiadam przecież za to życie. Pomógł mi mąż i rozmowy z Elą, Edytą i Marysią z Fundacji Pasterze. Kiedy następnego dnia juz sobie wszystko w głowie poukładałam i uspokoiłam się, przyszedł sąsiad (mieszkam w bliżniaku) i mówi "o widziałem że macie nowego psa, właśnie sobie u mnie porozmawialiśmy ale nie martw się z powrotem jest już u Ciebie" Wyglądałam pewnie tak :huh: Okazało sie, że Malta po ułożonym do kominka drewnie przeskoczyła przez płot do sąsiada a potem myk z powrotem - (tam już nie było ułożonego drewna) Nogi już nie tylko mi drżały ale ugieły się pode mną. Malta była u mnie niecałą dobę a już 2 próby ucieczki. Ale po takim początku, później juz  musiało być tylko lepiej. Pokonaliśmy lęk przed przechodzeniem przez próg, nauczyliśmy jeść z miski, spacer stał się niesamowitą przyjemnością a Malta psem któremu ostatnie co przychodzi do głowy to uciekać  :grin: i to już po 2 miesiącach razem. Oczywiście jest jeszcze szereg spraw do dopracowania, czy lęków do pokonania, ale każdy dzień jest niepodzianką w postępach, jak dziś kiedy przyjechaliśmy po kilkugodzinnej nieobecności i córka otworzyła drzwi a Malta przybiegła do samochodu witać się z nami tak, że prawie ogon jej się nie urwał a w powietrzu kręciła piruety. Do tej pory wychodził sam tylko Vigo, Malta czekała i bez przypiętej smyczy nie przechodziła przez drzwi, a powitania były raczej skromne. Każdy dzień obserwowania jej zmian jest cudowny, każdy uśmiech na jej pyszczku wywołuje uśmiech na naszych twarzach. Czy było warto... głupie pytanie :grin:

Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]

Offline Krzysztof

  • Wolontariusz
  • *****
  • Wiadomości: 252
Odp: Zanim znajdziemy dom... [ZNACZENIE ADOPCJI]
« Odpowiedź #14 dnia: Grudzień 01, 2013, 19:33:55 pm »
Uff.. od czego zacząć, żeby nie wyszedł elaborat "Nie na temat!", jak to bywało na wypracowaniach z polskiego w liceum.
Postaram się zatem w miarę krótko przedstawić drogę, która doprowadziła mnie do adopcji berneńczyka.

Najpierw był Brutus czyli "wielorasowiec" wielkości huskiego w typie owczarka niemieckiego. Zakupiony przez rodziców na targu pod wpływem impulsu okazał się "inwestycją" na ponad 18 lat i w zasadzie pierwszym psem, jakiego miałem.
W końcu przyszedł czas rozstania i decyzja: "Nie chcę więcej psa. I tak nie będzie taki jak Brutus!"
W międzyczasie napatoczyła się kotka i odziedziczony po zmarłej cioci Kuba (10-letni chow-chow, podręcznikowo uparty :th_dash1:). I kolejny cios: choroba i nieudana operacja Kuby. I znów stara śpiewka: "Nie chcę już psa. Za dużo z tym kłopotu."

No cóż...  Wytrzymałem ponad dwa lata.
Przypadkiem (akurat!!! :laugh:) oglądane filmiki na youtubie, zdjęcia psiaków, psie historie czytane na internecie, ludzie z psami mijani podczas wypadów rowerowych i oczywiście delikatne podszepty domowników ("...zobacz, jaki fajny pies w tv..."). Ale tak naprawdę każdy "psiarz" wie, że prędzej czy później przychodzi czas na nowego psa.
Decyzja zapadła, wszyscy w domu przyklasnęli. I zaczęły się schody:
- Jakiego psa przygarnąć (brat chciał labradora lub goldena, rodzice owczarka niemieckiego, mnie się od zawsze marzył bernardyn lub husky) ?
- Skąd wziąć? Kupić? Wziąć ze schroniska? Z ogłoszenia? Jak sprawdzić czy pies nie jest zbytnio skrzywdzony lub niebezpieczny?
- Czy mamy warunki, czas i pieniądze na utrzymanie dla konkretnego psa? (weterynarz na szczęście blisko, więc jeden problem rozwiązany od razu).

I tak przez dwa miesiące było czytanie ogłoszeń, rozważanie za i przeciw. I stanęło na tym, że chcemy dużego psa w typie powyższych ras. Warunek konieczny: szczeniak lub pies na tyle łagodny i spokojny, żeby nie zrobił krzywdy już posiadanej kotce.
Przeglądając allegro trafiłem na oferty sprzedaży berneńskich psów pasterskich. Nie miałem o nich większego pojęcia ponadto, że przypominają bernardyny (tak, wiem wypadałoby mnie za to zlinczować :shy:). Zaczęło się szukanie informacji na temat rasy i początek zauroczenia. Im więcej czytałem tym bardziej mi się te psy podobały. Cena niemała ale dwa miesiące zaciskania pasa i damy radę kupić szczeniaka.
Sam już nawet nie pamiętam, jak trafiłem na stronę fundacji? Z początku forum było dla mnie tylko źródłem obszernych informacji na temat rasy i charakteru bernów. I tak po dwóch tygodniach czytania wątków, oglądania zdjęć i dokształcania się zaczęła we mnie kiełkować myśl o adopcji.
Im więcej o tym myślałem tym miałem więcej wątpliwości i... czytałem więcej wątków. A im więcej czytałem tym bardziej chciałem berneńczyka. Wybór padł na Lizę w zasadzie tylko z powodu jej młodego wieku. Wtedy jeszcze myślałem, że im młodszy tym prędzej się dogada z moją kotką. Poza tym byłbym skłonny zgodzić się na każdego, którego mi zaoferują.
 
Oczywiście najtrudniej było zadzwonić. Co zrobić, żeby wypaść szczerze i wiarygodnie? A jak palnę jakąś głupotę i mnie na starcie skreślą? Wszak nigdy nie wiem co powiedzieć i zawsze się jąkam przez telefon. Już wolę rozmawiać osobiście. No ale przecież wymagają najpierw rozmowy telefonicznej. Miałem tremę większą niż przed maturą. Doszło do tego, że sobie nawet przygotowałem na kartce wg mnie istotne rzeczy, o których powinienem wspomnieć. I jak przyszło co do czego to nawet jej nie wyciągnąłem z kieszeni... I to w zasadzie był najtrudniejszy krok.
Rozmowa przebiegła w miarę normalnie. Nikt mnie nie zjadł ani na mnie nie nakrzyczał.
Trochę byłem zawiedziony, że pies po rozmowie nie wyskoczył przez słuchawkę zapakowany w śliczną czerwoną kokardkę, jak to bywa w kreskówkach. No ale cóż. Nie zawsze można mieć wszystko od razu... :tease:   
 
Ostateczne wątpliwości zostały rozwiane podczas wizyty wstępnej wolontariusza (dziękuję Bunia). Spodziewałem się "hiszpańskiej inkwizycji", a przyjechała para niezwykle sympatycznych ludzi z trójką obłędnych berneńczyków. Ciężko było się skupić na rozmowie... I od tej pory już nikt w domu nie wspomniał o innej rasie.
Potem telefon potwierdzający akceptację i pozostało tylko czekać na umówiony termin odbioru.
Najgorsze były ciągłe pytania domowników: Co tam u Lizy? A kiedy po Nią jedziesz? A może byś się wcześniej umówił? Przecież możesz wziąć urlop i jechać w tygodniu, a nie w weekend? I tak codziennie... :th_dash1:
W końcu przyszła sobota, 4 i pół godziny w aucie i odbiór ukochanej mordki... 
Zapoznanie przebiegło bezproblemowo. W przerwie między drapaniem i mizianiem trzech bernów nawet zdołałem coś o sobie opowiedzieć i poznać odpowiedzi na pytania i wątpliwości. Było to możliwe dzięki niezwykle sympatycznej opiekunce Lizy (pozdrawiam wiki1710). Potem wspólny spacer, zepsuta smycz (ale wstyd :<) i podróż do domu. Reszta to już inna historia: :emotbern:  :b38:  :emotbern:  :b38:  :b38:  :emotbern: i tak w kółko  :backflip:
Dla zainteresowanych zapraszam do wątku: "Teraz tylko Liza :-)"

Co dała mi adopcja i kontakt z fundacją:
- przede wszystkim ukochanego psa i pewność, że otrzymuję psa zdrowego, odpowiednio ułożonego i dokładnie dopasowanego do moich potrzeb i możliwości.
- wsparcie i w razie konieczności bezproblemową pomoc o każdej porze dnia.
- nowe znajomości, przyjaźnie i możliwość kontaktu z ludźmi, którzy tak samo ubóstwiają zwierzaki.

Być może brzmi to trochę, jak kiepskie slogany z taniej reklamy. Ale z mojej perspektywy tak to wygląda.
No i adopcja to dużo więcej innych ważnych aspektów. Trochę egoistycznie wymieniłem tylko te istotne dla mnie. 

Czy było warto tyle starać się, czekać i stresować? Jak najbardziej TAK.   


I mała rada dla osób zastanawiających się nad adopcją i mających wątpliwosci:
Czym jest jedna czy dwie rozmowy telefoniczne i wizyty wstępne czy nawet kontrolne w odniesieniu do wszystkich przyszłych cudownych chwil spędzonych z ukochanym psiakiem? 
A zapewniam, że w fundacji nie działają nieczułe i uparte roboty tylko normalni ludzie, którym po prostu zależy na dobru psiaków. Także nie spinajcie się na ewentualne słowa krytyki czy uwagi. Tak naprawdę jedyną przeszkodą w adopcji psa jesteśmy my sami.

Pozdrawiam   
"Aby właściwie nacieszyć się psem, nie wystarczy po prostu nauczyć go być prawie człowiekiem. Chodzi o to, by otworzyć się na możliwość stania się po części psem" - /Edward Hoagland/


 



Estalia by Smf Personal