www.pasterzeforum.pl
 » Ostatnie wiadomości

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


© 2017 Fundacja Pasterze. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu

Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
W NOWYM DOMU / Odp: Charlie - czarny podhalan ;)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez GP dnia Wrzesień 07, 2019, 11:38:03 am »
Nie zdążyłem porządnie się wykąpać "po śledzionie", jak " doszła" anaszjoza. Torba pigułek do połknięcia,  dalszy zakaz kąpieli. ... i koniec wakacji. Anaszjoza jeszcze nie odfajkowana na dobre - piguły zjadłem, ale pozbierać się trudno po takiej serii. Zamiast długich spacerów długa kontemplacja otoczenia z poziomu trawy i trudne wstawanie. Ale jak trzeba to za piłką pobiegam.
Droga Camaro jeśli uznasz za istotne moje wypociny, to używaj ich wedle swego uznania.
2
W NOWYM DOMU / Odp: Charlie - czarny podhalan ;)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Camara dnia Sierpień 19, 2019, 20:53:34 pm »
tu tyle wiadomości od dzielnego GP a wszyscy wynieśli się na Facebooka...mam nadzieję, że Pan Pies czuje się już dobrze?
i czy dostanę pozwolenie na zacytowanie tych wieści na FB???
3
OGRÓD ŻYCZEŃ / Odp: Życzenia dla Benia
« Ostatnia wiadomość wysłana przez sabamlis dnia Lipiec 24, 2019, 16:36:20 pm »
Dostałam informację że odszedł Ben 06.10.2006 -18.07.2019
(Major Angus, ojciec Baciar Psia Elita, matka Vega ze Spalonego Młyna)
Biegaj piesku za Tęczowym Mostem
4
W NOWYM DOMU / Odp: Charlie - czarny podhalan ;)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez GP dnia Czerwiec 11, 2019, 22:52:38 pm »
Czołem!
Jakoś leci... w pidżamie, na pigułach, ale żarcie zdecydowanie lepsze i ludzie jakby milsi. Myć się muszę zamiast lizania. ...a potem pryska mi brzuch takim śmierdzącym i... znowu w pidżamę pakuje. Nie dość, że w fabrycznej pelisie gorąco, to jeszcze ta pidżama. Tasiemka tu, tasiemka tam... Kokardki... Pośmiewisko ze mnie zrobili. Higieny nawet normalnie utrzymać nie mogę - brak dostępu. ...że niby sobie krzywdę mogę zrobić. Wiem, że nie wolno TAM lizać, ale wet się uparł. Wytrzymam! Do jutra! Jutro szwy wyciągną, to się wyliżę za wszystkie czasy. Albo i nie, bo mogą dalej w pidżamie hodować.  No i popływać, by weszcie można było. Upał nieznośny a on zamiast do jeziorka zawieźć Karcherem mnie traktuje, jak żelastwo.  Owszem przyjemnie, ale ani się tego napić, ani połapać - stoję tylko na wszelki wypadek a toto se leci bezużytecznie. Ale wolę pracować. W pracy jest fajnie. Kafelki chłodne. Z tego poziomu wszystko widzę (jak nie śpię) ale nawet jak nie chcę patrzeć, to (jak każdy pies) i tak wiem gdzie jest i kiedy będę głaskany. No i wroga też zaraz widzę, jak się pojawi.  Bramy mam uniesione na 10 cm, żebym widział, co na dworze się dzieje, a ciepło nie leciało na pieska i na niego przy okazji.
Po drodze do naszej budy zatrzymujemy się w lesie. Ale tam jest strasznie gorąco, więc tylko kilka krzaczków wyróżniam i szybko do budy, bo żelastwo zamieniło się w piekarnik chyba na stałe. ... a w budzie czeka zimna woda i kafelki w tej mojej łazience...
Pozdrawiam Was kochani i jak mi jutro wydłubią te nici to podzielę się z Wami tym, co wety o mnie myślą.

5
W NOWYM DOMU / Odp: Charlie - czarny podhalan ;)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez GP dnia Czerwiec 03, 2019, 03:28:38 am »
Witajcie...
W środę było źle. Rano leżałem jak nigdy w kuchni. Widziałem, że wszedł i tyle. Bolało jak jasna.... Coś pokapował, że źle ze mną, ale nie do końca. Poszliśmy na spacer. Tak bolało, że tylko jedną trawkę wyróżniłem i musiałem się położyć. Stał nademną, ciuciał, cmokał, namawiał... W d... miałem te czułości. Wstałem. Co było robić? Powlokłem się pod chałupę i tam zaległem. Nie wejdę i już!
Wstałem dopiero jak otwarł samochód. Cud! Zaczął jarzyć. Najpierw do pracy. Niech mu będzie, ale nie wyjdę z auta.
Zwialiśmy do weta. Miły facet osłuchał, obmacał, wsadził to cieńkie coś, przeczytał, co wyszło i dał zastrzyk, który miał pomóc na bolące biodro i pigułki.
Trochę lepiej, ale ogon i tak nie działa. Wróciliśmy do pracy. Nie wylazłem. Może wreszcie pokapuje, że dali ciała.
Naczekałem się nim ruszyliśmy do domu. Gdy nadal nie wychodziłem zajarzył że trzeba działać. Pojechaliśmy do innego weta.
Pani wet już po wywiadzie miała niewyraźną minę. Zaordynowała badanie krwi. Było źle! Anemia! Coś się rozszczelniło i leciało tam gdzie niepowinno czyli po prostu kapało do pieska. ...ale obmacała i powiedziała że jest bardzo źle i że dopóki nie zobaczy to nic więcej nie powie. Ogoliła i potem jeździła po brzuchu takim patykiem na smyczy. ...a w telewizorze leciała transmisja z wnętrza garnka w którym się coś gotowało. Po co im byłem do tego nie wiem, ale na kafelkach było chłodno, więc leżałem grzecznie. Przyleciał drugi wet i wszyscy wyglądali jakby w tym garnku na ekranie gotowały się ich podroby a nie moje.
Nareszcie zaczęli gadać zamiast tylko kiwać głowami. Guz na śledzionie pękł i lało się do środka pieska i piesek- JA - miałem rano być zimny, jak znowu dostanę tylko zastrzyk na biodro. Co się tego mojego biodra czepili? Byli w nim czy co? W tym przypadku (biodra) to nosa ja mam a nie oni.
Tłumaczyli, że nie mogą mnie operować po 14 godzinach pracy skoro są inni co dopiero zaczynają pracę. I zawiózł mnie do kolejnej kliniki. Tam już wszystko wiedzieli i było szybko - bez gadania i bez męczenia. Zdążyłem go tylko liznąć w mordę i spałem.
Obudziłem się w klatce. Za co? !!!!!?
Potem był spacerniak i do klatki. Znowu spacerniak i do klatki. Za co?!!!!? Na następnym przerywniku odbywania kary na ulicy zobaczyłem jego samochód! To po mnie!!!!!! Koniec kary!!!! Nie wracam TAM!!!
Gdzie tam. Wyszedł, pogłaskał, odnotował, że ogon znów działa i... pomógł im zapchać mnie do klatki! Na nic piski, machania ogonem, pląsy i co ino. Nie chce już mnie! Ale słyszałem jak podjechał znowu i chwilę później dostałem puszkę. Pyszne było. Ale mało. No trudno. Sanatorium to to nie jest skoro w klatce trzymają. Za którymś razem jak go słyszałem za ścianą oddziału dla dużych, wyprowadzili mnie i dali mu potrzymać drugi koniec smyczy. Zamachałem ogonem, trąciłem nosem - WIEJEMY ( kolejnej okazji może nie być) !!!!!!!!!!!! ...i dałem w długą - najwyżej się wywali to go dociągnę do auta. Dał radę! Zamknął mnie w aucie i poszedł z powrotem. Pewnie załatwiać oficjalną przerwę w odbywaniu kary.
Wrócił radosny! Załatwił! Jestem WOLNY!
Tylko ciuchy z tego pudła muszę dalej nosić. ...i klosz mi groził. Ale w kwestii klosza doszliśmy do porozumienia. Byłem niezłomny - albo ja na szyi a on na obu rękach, albo nici z klosza. Wizja braku możliwości podrapania się była dla niego tak koszmarna, że... ...i nie mam klosza!
Ale musimy tam się stawiać dwa razy dziennie! Taki dozór. Za to jak odbębnimy to stawianie się poranne, to całe dnie siedzimy w ogrodzie!
Tylko na noc tylko wracamy do naszej budy oczywiście po stawce w pudle. Ja do mojej łazienki, a on się wałęsa po budzie i czasami prosi o sikanie. Wtedy wstaję niechętnie z ociąganiem. Niech wie, jak to jest, gdy o podstawowe prawa trzeba prosić! To jego psie obowiązki, a on chyba uważa, że jak coś psie to już wyłącznie moje. Pojęcia mu się pomyliły!
W sumie jest OK. Troszkę ciągnie w brzuchu ale nie boli! Ziajać przestałem - nie potrzebuję już niczego sygnalizować, więc oni też przestali się czepiać bioder, kolan i wieku. Coś za coś. ...a propos wypominanego wieku - czuję się młodo! Czym chciałem się z Wami podzielić.
6
HYDE PARK / Odp: adopcja i adopcja
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Issa dnia Marzec 19, 2019, 19:21:49 pm »
szkoda gadać Nemo
szkoda tylko psa w tym wszystkim, bo zapewne siedzi już sam- aby nie gryzły się, właściciele jestem bardziej niż pewna że nie potrafią poradzić sobie z sytuacjami wojny psów ..... do tego dysplazja stawowa ( drogie leczenie)

cóż !  można dużo pisać  :th_dash1:

Ja wybieram adopcję z fundacji :-)
7
HYDE PARK / adopcja i adopcja
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Nemo dnia Marzec 17, 2019, 15:06:34 pm »
Czym różni się adopcja z fundacji od adopcji prywatnej ?

poczytajcie...


"Zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Jesteśmy właścicielami dwóch Rocznych psów w typie Berneńczyka. Jednego mamy od szczeniaka, drugiego adoptowalismy kilka miesięcy temu od prywatnej osoby. Niestety okazało się, ze adoptowany piesek jest poważnie chory. Ma on ciężka dysplazje stawową oraz podwichnięte stawy biodrowe. Pomimo tego jest niezwykle aktywnym psem. Niestety nie jesteśmy w stanie zapewnić mu odpowiedniej opieki medycznej. Ponadto nasze psy nie dogadują się ze sobą. Kilka razy musieliśmy u weterynarza szyć mniej lub bardziej poważne rany. Pies jest zaszczepiony i wykastrowany. Jesteśmy zmuszeni szukać dla niego nowego domu, bez innych psów- z kotem dogaduje się dobrze. Bardzo prosimy o pomoc."
8
W NOWYM DOMU / Odp: Zuma-a może człowiek nie jest taki zły?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Julian dnia Marzec 06, 2019, 14:24:14 pm »
Zumko kochanie tak mi przykro :'(
9
W NOWYM DOMU / Odp: Zuma-a może człowiek nie jest taki zły?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Camara dnia Luty 19, 2019, 19:38:18 pm »
zbyt rzadko tu zaglądam :-( wszyscy przenieśli się na facebookaFBa tu taka przykra wiadomość, nie ma Zumy  :< życie chwilami bywa paskudne
10
O FUNDACJI / Odp: Psy- numeracja umów adopcyjnych
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Nemo dnia Styczeń 02, 2019, 14:30:57 pm »
Rok 2019
343-01/19 Bera BPP
344-02/19 Timba BPP
345-03/19 Vera BPP
346-04/19 Lily BPP
347-05/19 Bianka OP
348-06/19 Hala OP
349-07/19 Fida BPP
350-08/19 Fado BPP
Strony: [1] 2 3 ... 10


Estalia by Smf Personal